Nie zlicze ile mialam nieudanych podejsc do chleba razowego. Wychodzil albo za suchy, albo za ciezki, albo z zakalcem, albo kompletnie bez smaku - za kazdym razem o kant dupy rozbic.
W koncu - jak zwykle - uratowala mnie nigella i jej "how to be a domestic goddess", choc przepis na ten bochenek znalazlam dopiero po 4 miesiacach od zakupu ksiazki.
I aleluja
Skladniki:
- 250ml chudego mleka (mialam tluste)
- 250ml wody
- 350g pelnoziarnistej maki chlebowej
- 50g maki zytniej
- 50g platkow owsianych (nie blyskawicznych)
- 25g otrebow
- 3 lyzki pestek slonecznika
- 3 lyzki siemienia lnianego
- 1 LYZKA soli
- 1 opakowanie drozdzy (7g)
Nigella piecze ten chleb regularnie w piekarniku w mocno wysmarowanej maslem formie, ja pieklam w maszynie do chleba, ktorej smarowac nie trzeba, wiec mysle ze dodanie do przepisu lyzki masla nie bedzie zlym pomyslem.
Wrzucamy do maszyny w kolejnosci mokre i suche i wlaczamy program WHOLE WHEAT
Wyrosl pieknie i smakuje najlepiej ze wszystkich razowych prob, ktore dotad podjelam
